Postanowiłam na początek napisać kilka słów na temat kosmetyków brązujących. Uwielbiam się opalać, ale niestety ostatnio nie zawsze czas na to pozwala, a kremem nasmarować mogę się co wieczór :)
Zacznijmy od twarz -
OLAY słoneczna cera na noc - ZDECYDOWANIE TAK! Olay jako firma, wiadomo, nie jest zbyt tania, ale akurat ten krem warto kupić.
Po 1 jest meeeega wydajny (mam go około 2 miesiące, a zostało mi ponad pół słoiczka).
Po 2 ładnie brązuje, leciutko, beż żadnych smug i
co ważne jest bardzo dyskretny jeżeli chodzi o właściwości opalające.
Po 3 nie podrażnia mojej skóry o co często bardzo łatwo. Polecam, polecam, polecam!

CIAŁO:
Cocoa Butter Everyday Summer Body Lotion - The Body Shop

Po 1. Jest ok, jedynym minusem dla mnie był jego zapach, ładny, słodki, ale dość intensywny, jakby lekko męski? Mój facet polubił ten zapach od razu ;)
Po 2. Ładnie, dyskretnie brązuje, ale nie nawilża skóry, jest zdecydowanie tylko do opalania. Co nie świadczy wcale o tym, że jest kiepski, a wręcz przeciwnie - zwyczajny balsam brązujący bez żadnych udogodnień i bonusów ;) Zużyłam całe opakowanie do tej pory. Nie zostawia smug - chociaż trzeba bardzo dokładnie się nim wysmarować, żeby nie było widać różnicy bo bardzo szybko brązuje. Gdyby nie to, że pod rękę wpadł mi przypadkowy balsam Nivea, kupiła bym kolejne opakowanie.
NIVEA Summer Beauty ujędrniający z winogronem.
Póki co, nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Przewspaniale
pachnie, znakomicie nawilża i bardzo ładnie brązuje. Używma go co prawda od paru dni, ale spisuje się świetnie. Już po 1 użyciu widać ogromną różnicę(brzmi jak z reklamy :D). Wybierając pomiędzy tym z Body Shopu a Nivea, prawdopodobnie wybrałabym Nivea bo bardziej odpowiada mi jego zapach i nawilżenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz